NOC (K)UPALNA
Cigacice, nasz port macierzysty.
Baza, punkt wyjścia i wejścia.
To tu spotkaliśmy się, by po raz siódmy krzyknąć powitalne AHOJ i załadować w głowy nowe konteksty i nowe spojrzenia.

A tych nie brakowało, bo równolegle odbywało się całe życie. Portowe, festiwalowe, a i natura subtelnie i dobitnie komunikowała upałem swój punkt widzenia.
Odbiliśmy się od trampoliny. Teraz będzie już tylko krócej.





Apogeum gorąca i ludzi przypadło bez zaskoczenia na 21 czerwca. Wtedy też wyszliśmy na chwilę zza aparatów i ochoczo skoczyliśmy przez ognisko wpadając tym samym w otchłań tradycyjnych prądów. Nurt nie porwał wszystkich wianków, niektóre pozostały w zatoczce. A prąd nie zabrał gruntu spod nóg, bo coraz bliżej mu do powierzchni.
Słowiańskie pieśni wtórowały ognistym bębnom, a może to bębny stanowiły tło dla wybrzmiewania słów.



Ludzie tańczyli jak zahipnotyzowani, lekko upaleni słońcem i tylko momentami dało się odróżnić ich od tych opędzających się od komarów. Ten trans żaru, bębnów, tańca, wody i filmowania trwał całe pięć dni.
Coś wisiało w powietrzu i w tym roku żadna burza nie rozładowała elektryzującego napięcia.
Popłynęliśmy dosłownie i w przenośni i wyczekując kolejnych warsztatowiczów, wyczekujemy tego czegoś, co nadejdzie z chłodniejszym podmuchem wiatru.




